Monday, October 29, 2007

Animoto



Kilak fotek z ostatniego sezonu w formie zrobionej przez roboto animoto. Po prostu wrzucasz zdjęcia i - BACH! Zrobione.

Znowu wyjazd na Jurę

2 niedziele temu wykonałem super wysiłek i założyłem hak do samochodu. później pożyczyłem przyczepkę. Następnie wepchnąłem EXC na przyczepkę. Potem godzinę uczyłem się zakładać pasy. Aż wreszcie ruszyłem na południe do kolegi Waltera, który ma taki sam EXC i już od wakacji obiecywaliśmy sobie pojeździć razem. No i co?? Jak można przypuszczać było super.
1. Pogoda ciepła i słoneczna
2. Na jurze jest bardzo wiele nieużytków i nikt nie ma pretensji o jeżdżenie po łąkach i pagórkach.
3. Ludzie jacyś milsi i bez słowa biorą pieski na ręce.
4. Wjechaliśmy na zamek w Olsztynie akurat chwilę po zachodzie słońca a mgły się snuły nad Częstochową.
5. A potem parowała niebieska rzeka na tle czarnych pagórków i granatowego nieba.
6. A w ogóle to nieżle zapieprzaliśmy - zrobiliśmy ponad 100 K w bardzo różnorodnych warunkach.
Czyli było super.

jura

Tuesday, October 9, 2007

Kraków and Back - czyli Jura po raz pierwszy

Pojechałem sobie do Krakowa na motorze - A co mi tam! Pomysł był świetny bo jechałem doliną Pilicy - co gwarantowało piękne widoki i brak Tirów - a wracałem przez Jurę.
Hity:
Droga Skała-Pieskowa Skała - super zakręty z nawieszanymi formami białych skał, równa jak stół a na koniec maczuga i zamek w Pieskowej Skale. Jak ją przejechałem - zaraz wróciłem 20 km i jeszcze raz!
Jurajskie drogi bez asfaltu - Magia
Widok na pustynię błędowską która wygląda jak las z Kluczy oraz podjazdy tamże.
Mniej popularne zamki - jak Mirów.
Pustynia Siedlecka - o to jest zjawisko - megapiaskownica ze słupem wysokiego napięcia na środku - wybryk natury i kultury.



Wszystko można zobaczyć na filmie.
Nie można zobaczyć mojej udręki na trasie nr 1 - którą pojechałem aby być szybciej i jeździłem po pasie awaryjnymi i remontowanie stronie autostrady żeby omijać korki tirowe.

Tuesday, September 4, 2007

Wyjazd w Sudety

W sierpniowy długi weekend wyjechaliśmy z Pawłem na czterodniową wycieczkę w Sudety; oto co napisał:
Nieczęsto w dorosłym życiu nastaje czas, kiedy trud codziennej gonitwy zawisa na kołku jak stare i znoszone palto, a duszę nabierającą tchu ogarnia dziecięce poczucie beztroski i wrażenie obcowania z magią spełniających się marzeń.
O poranku w dniu wyjazdu, kiedy w żyłach tętniły jeszcze echa przygotowań, przyrządziłem sobie solidną jajecznicę, posiliłem się niecierpliwie, po czym z niemal chorobliwym pietyzmem zebrałem do toreb przygotowane wcześniej i ułożone równo na stole ubrania i niezbędne dodatki. Punktualnie o ósmej rano czekałem na Artura pod blokiem w pełnym rynsztunku, gotowy do drogi. Nieodłącznym zwyczajem Artur nieomieszkał się spóźnić, wystawiając moją cierpliwość na próbę. Nieznośne chwile oczekiwania spędziłem popijając kawę na pobliskiej stacji benzynowej. Pół godziny później mijaliśmy już rogatkę Łodzi, a po wspomnieniu uronionych bezcennych chwil nie było już śladu.

To wprost niesłychane, jak niedaleko wystarczy odjechać od domu, aby wewnętrznym uchem dosłyszeć zwiastuny wewnętrznych przemian, uchwycić pierwsze nieśmiałe nutmetafizycznej muzyki drogi. Dla mnie owa melodia ucieleśniła się w lirycznych sonatach lutniowych Sylwiusza Leopolda Weissa, których słuchałem na okrągło przed wyjazdem.

Kiedy błąka się po głowie natrętny motyw muzyczny wyłowiony kątem ucha z radia, zazwyczaj pragniemy się go jak najszybciej pozbyć, niczym psa czepiającego się nogawki. Tym razem jednak z uporem bohatera hinduskich opowieści, godzinami nuciłem sobie w myślach ciacconę es dur Weissa. Ledwo kończyłem zwrotkę, zaczynałem ją na nowo, dodając kolejne wariacje, zaś przed oczami duszy przepływało całe życie w obrazach i wspomnieniach, od dawna już nie odwiedzanych. Dopiero kilkaset kilometrów dalej dotarło do mnie, że po wielu latach halucynacji w oparach chaosu, ja na nowo medytuję! Myśli sączyły się kropla po kropli jak tajemnicza substancja, destylowana w alchemicznym alembiku.



Na motocyklu, pośród natłoku zjawisk zmysłowych i nieopisanych myśli, czas zupełnie zmienia skalę. Świat naokoło porusza się tak szybko i tak intensywnie, że w ciągu jednego dnia podróży świadomość gromadzi więcej wrażeń, niż w trakcie wielu tygodni zwykłego codziennego życia. Staje się tak za przyczyną zdumiewającego uczucia osobistego uczestniczenia w procesie przemiany energii wszechświata, bezpośredniego połączenia między umysłem a przedmiotową rzeczywistością, wrażenia zwanego w terminologii jungowskiej participation mystique.

Rozpędzone ciało jak lancet przecina tkankę otaczającej materii, podczas gdy zmysły, bombardowane tysiącami sygnałów, przechodzą percepcyjną próbę ognia. Pomiędzy światem a jeźdźcem jest tylko jego ubranie, które po kilku godzinach przestaje być odczuwane jako część odrębna od ciała, a wszystko razem na czas jazdy zrasta się z motocyklem w jedną posągową całość. Pod naporem pędu powietrza, pośród zrywów przyspieszeń, wibracji silnika i szarpnięć na wybojach, ciało zaczyna się buntować. Nogi drętwieją, siedzenie się odparza, na dłoniach rosną odciski, a zgrabiałe palce zaciśnięte wokół uchwytów kierownicy zastygają w bolesnym skurczu. Niewygody tracą jednak na znaczeniu, stają się bowiem orzeźwiającym dowodem pełni egzystencji.

Choć głównym zmysłem podczas jazdy pozostaje wzrok, pierwszeństwo mają doznania zapachowe. Smolne szczapy, bagniste stawy rybne, balsamiczne żywice jodeł, wilgotna ziemia wzruszona pługiem, pola nawiezione świeżym obornikiem, rozgotowane ziemniaki i schabowy za oknem domu stojącego przy ulicy, wszystkie zdradzają zapachem swą obecność jeszcze zanim pojawią się przed oczami.

Przy tej skali przeżyć podróż autem przypomina teleportację, bo samochód w porównaniu z motocyklem przypomina hermetyczną kapsułę, oddzielającą pasażerów od czasu i przestrzeni. Podczas wycieczki miałem po raz pierwszy w życiu wrażenie należące do gatunku epistemologicznych, że oto motocykl w istocie jedzie mną.




View Larger Map

Jak każdy dobrze wie, świat doznań jest nieustanną grą przeciwieństw i nie składa się wyłącznie z wrażeń pozytywnych. Aby móc obcować z zapierającą dech w piersiach przyrodą Kotliny Kłodzkiej, Karkonoszy czy Gór Stołowych, trzeba znieść całe kilometry monotonnych krajobrazów centralnej Polski, minąć dziesiątki smrodliwych miejscowości, w których czas zupełnie się zatrzymał, przejechać miasta o tandetnej i chaotycznej zabudowie, miasta prowizoryczne, które mogą w każdej chwili runąć pod ciężarem własnej brzydoty. To zaskakujące, jak gwałtownie zmieniają się przejawy tradycji estetycznych w miarę przemierzania polskich krain historycznych. Owe szpetne miejsca pozostaną na obliczu naszej ziemi jeszcze długo, jako blizny dawnych wojen i zaborów.

Nieodłączną częścią wyprawy są napotykani po drodze ludzie, twarze i twarzyczki. W naszej części świata panuje niestety powszechne uprzedzenie do motocykli. Wiele ludzkich spojrzeń, jakie złowiłem podczas podróży, było niechętnych lub wręcz podszytych zawiścią.
Zapytany o drogę kierowca ciężarówki niespiesznie udzielił wskazówek, a na odchodne przemówił głosem ludu wskazując palcem na motory: brzęczą, ludzi straszą! Kiedy odparłem, że nie bardziej niż kosiarka do trawy, nerwowo się roześmiał, trzasnął drzwiami i odjechał. Jedyne osoby, które wyraźnie się cieszą na widok nadjeżdżającego motocykla to pijaczkowie o twarzach nabrzmiałych alkoholem oraz mali, często umorusani chłopcy, wytrzeszczający oczy i rozdziawiający usta z zachwytu. Tylko w jednej małej wiosce w Karkonoszach niemal wszyscy mijani mieszkańcy machali nam na powitanie. Czyżby byli pijani? A może w ich życiu, szczerym i dalekim od zgiełku cywilizacji, przejazd pary motocykli przez wieś jest czymś równie radosnym jak pomyślenie sobie dawno zapomnianego marzenia?

Człowiek jest tak jakoś poskładany, że najlepiej smakuje mu to, co niedostępne. Już w pierwszym dniu wyprawy duże białe koło w czerwonej obwódce, czyli znak zakazu ruchu pojazdów mechanicznych, stało się dla mnie symbolem przygody i nawoływania do buntu. Świat jest wszak dla ludzi, a motocykl potrafi pokonać nawet znaczne przeszkody terenowe. Na zapomnianych górskich ścieżkach, szutrowych drogach prowadzących przez stumilowe lasy, wzdłuż zapomnianych torowisk kolejowych lub pośród uroczysk i oczeretów, odnaleźć można na nowo wszystko to, co usypuje się z człowieka latami – wiarę w potęgę istnienia. Zamiast dumać nad prymatem egzystencji nad esencją, można choć przez chwilę naprawdę Być.

Podobnie jak w życiu, ogromną rolę w wyprawie odgrywa zwykły przypadek, zaś pomyłki przy wyborze trasy nierzadko prowadzą do zaskakujących sytuacji. Nic bardziej nie poprawia humoru niż niespodzianka. Kiedy ujrzeliśmy w szczerym polu samotny orszak
zardzewiałych parowozów, drzemiących na zapomnianej bocznicy, nasza chłopięca radość nie znała granic. Największym skarbem dzieciństwa jest możliwość odkrywania świata bez uprzedzeń i narzuconych konwencji. Tak właśnie czułem się podczas zaglądania do skorodowanych brzuchów lokomotyw, wspinania się na ich grzbiety po grubych jak pięść
nitach i wyobrażania sobie czasów, w których cała ta maszyneria była sprawna i potrzebna.

Aby móc w pełni cieszyć się przygodą, konieczny jest sprawdzony kompan. Podróż motocyklem jest pod tym względem osobliwa. Człowiek jest bowiem na pozór sam ze sobą, a może nawet jeszcze bliżej, bo ma na sobie kask, wciskający zewnętrzną aurę z powrotem w głowę. Mimo tej odrębności istnieje jednak silne poczucie wspólnej misji. Myśli, podobnie jak motocykle, toczą się równoległymi torami, zaś zdolność do empatii poszerza się o nowe horyzonty. W ostatnim, czwartym dniu zdawało mi się, że potrafię odczytać wahanie czy niepewność nawet z najdrobniejszej zmiany w sposobie jazdy Artura. Wieloletnia znajomość pomogła nam przejść ponad drobnostkami i zamienić ową krótką wspólną wyprawę w jedno z najciekawszych przeżyć ostatnich lat. Ja zaś złapałem się na tym, że jeszcze tego samego dnia po powrocie zacząłem marzyć o kolejnej przygodzie.

Wednesday, July 18, 2007

Kilka zdjęć z moich urodzin

Na swoje urodziny założyłem rocznikową koszulkę i pojechałem na Piątkowisko.

urodziny


Moja ukochana podjechała na kilka chwil. Dzięki temu mam zdjęcia!

Mapka fajnych miejsc

Zrobiłem mapkę fajnych miejsc do jazdy Enduro w MyMaps.


View Larger Map

Nowy motor


Mam nowy motor. Oczywiście zajebisty. Zabrałem go raz na wycieczkę nad wisłę...

Wednesday, April 11, 2007

Pasek po prawej

Dodałem dziś pasek video z tagami ktm enduro yamaha. Będzie coś przypadkowo wyświetlać...

Lany poniedziałek

Lataliśmy po laskach i ćwiczyliśmy delikatne odrywanie się od ziemi a także podjeżdżanie pod górkę. Na koniec (pierwszy raz w życiu mi się to zdarzyło) jacyś Państwo z pieskiem wzięli pieska na ręce i machając przyjaźnie zachęcili do dalszej jazdy po ścieżce, którą szli! No, no! Mam nadzieję że to nie tylko wpływ Świąt...

różne moto 2007

Wednesday, April 4, 2007

Co zawdzięczamy Carowi Rosji

Jechałem sobie pociagiem do Warszawy i pomyślałem że Polska to raj enduro.
Mamy tak dużo super dróg w pole i las i nie jest zabronione nimi jeździć!
Zawdzięczamy to carowi Rosji co w połowie XIX wieku uwłasczył chłopów. 4 pokolenmia chłopów dzieliły pola wzdłuż pomiędzy potomków i mamy co mamy: rozdrobnione pola i lasy poprzecinane gęstą siecią polnych dróg. W niemczech, Austrii, Beneluxie lub Skandynawii - nie jest praktycznie możliwe jeżdżenie off-road.

Tuesday, April 3, 2007

Płytoteka

Płytoteka to nazwa dziury w ziemi koło Sokolnik. Jeżdziliśmy tam z Patrycja i Michałem (Boszul i Paweł kiedy kupicie motorki??). Dziuura fajna - dużo piachu i górek.
płytoteka


link do mapki guglowej - Płytoteka

Tuesday, March 27, 2007

Weekend na motorze

W ostatni weekend stęskniony wrażeń wsiadłem 2x na motor. W sobote pojechałem do Częstochowy i nazad na GSie i wróciłem załamany. Wiatr wiał do 60 km/h. Prawie mnie przewróciło i przewiałona wylot. Szybka w GSie mała a jechałem ponad 150 więc wróciłem zmęczony na maksa. I jescze zgubiłem części od handbara...

A w niedziele to inna bajka. Z Michałem co ma motor (bo Boszul jeszcze nie ma) pojechaliśmy na lublinek. Pogoda piękna i oczywiście walneliśmy się w jakiś lasek za oczyszczalnią aby nie jechać po asfalcie i...
Trzeba było łamać gałęzie.

Ale potem nagroda - niezłe bagienka, fajne kałuże - cali mokrzy dojechaliśmy do żwirowni. Było super.

Polecamy teren na środku mapki:
link do mapki guglowej

Od różne moto 2007

Friday, March 23, 2007

Ostatni śnieg

Mam nadzieję że to był ostatni śnieg tej zimy.
Na wspomnienie fajny filmik ze skuterami - tak dalejko tośmy z Igorem i Sulikem nie skakali.. Maybe next time?

Friday, March 16, 2007

Moja ulubiona reklama

Przed weekendem z KTMem - moja ulubiona reklama. Zobaczylem ją w trakcie ubiegłorocznego Dakaru i mnie zauroczyła. Napis na koniec brzmi: OSTRZEŻENIE: Przygoda z KTMem może trwać dłużej niż oczekiwałeś.

Wednesday, March 14, 2007

A propos sezonu

Wczoraj miałem niezły ubaw (!?) z okazji rozpoczynającego się sezonu (co prawda tej zimy max. 1-2 tygodnie nie jeździłem). Skręcam sobie jak zawsze z lewego pasa na rondzie Babki w skrzyżowanie w prawo (burdel tam co nie miara i inaczej nie idzie) a tu z za samochodu pies z lizakiem. Okazało się, że z okazji sezonu mają akcję Motocyklista czy jakoś tak i prikaz zero pobłażliwości.... Ale w sumie to zupełnie nie o tym chciałem pisać - czekając na mandad nie wyłączyłem stacyjki i po sezonie akumulator po 10min padł. Niebiescy oczywiście nie pchnęli, sam natomiast mało ducha nie wyzionąłem próbując tego mojeko singielka z pychu pojechać - dopiero po pół godziny się dopchałem do jakiś kolesci co mnie odpalili :-/ Z tym pozdrowieniem polecam jednak pamięć o akumulatorze albo dryndę z kopniakiem jak u Artura.

Rozpoczynamy sezon 2007!!!

Dziś pierwszy raz wsiadłem na motor w tym roku. Jest bosko.
Dziś też zapraszam wszystkich do działania na naszym AMG.netowym blogu.
Proponuje abyśmy umiesczali tu wszystko co fajnego robimy w dzidzinie poruszania się w terenie przy pomocy przyrządów różnego rodzaju - motocykla, samochodu terenowego, deski snowboardowej, skutera śnieżnego czy róweru górskiego. Każdy z Was może umiesczać swoje dokanania na blogu i zapraszać innych do niego.
Od dziś blog też jest otwarty na świat.
Wszyscy którzy zostali zaproszeni pierwszą serią - dziś dostana na pamiątke tego faktu koszulki. Koszulki są ZAJEBISTE i zaprojektował je Paweł Kalinowski.
Dla podkreślenia doniosłości faktu powiem że koszulek jest tylko 11!. Nikt już takiej nie będzie miał!
Licze na waszą aktywność w 2007!

Snowmobile - wspomnienie śniegu

Na początku stycznia byliśmy ze Strongiem w ręku na wyjeździe w Biesczady. Sulik Igor i jaujeżdżaliśmy te trudne do ujarzmienia maszyny i wjechaliśmy na szcyt Jasło co dało nam sporo zmachania ale i fajne widoki.

snow

Tuesday, March 6, 2007

Fotki 2006 cz 5

W grudniu z Pawłem i z Michałem Nie-Boszulem (czyli nie z naszej pracy) zwiedzaliśmy północne oikolice Łodzi.


W programie było:
1. Przejazd przez bagienko = czyt. gorący silnik zanurzony w zimnej wodzie (smoke on the water)
2. Ćwiczenie dzikiego toru na Wyskokach k/Głowna = stłuczona lampa w KTMie
3. Próby zrobienia skoku pod górkę = niekontrolowane wheelie zakończone uderzeniem w Pawła Yamahę - rezultat naprawa w Głownie
4. Przejechanie rzeki w Smardzewie = Ciągnięcie Yamahy na holu
Podsumowując: zajebisty wyjazd!

Fotki 2006 cz 4

W Listopadzie podjęliśmy wyzwanie objechania Jeziorska po raz drugi. Niesty z powodu wywrotki urywającej dźwignię zmiany biegów w tetetce Pawła oraaz zbliżających się urodzin mamy Artura sprawa została odłożona do wiosny.



Uwaga: To jedne z ostatnich zdjęc Trampka Boszula!!! Oprócz tego było super fajnie. Wjechaliśmy do lasu z napisem Zakaz wjazdu i po stu metrach omal nie przejechaliśmy 3 facetów w moro z flintami. Objeżdziliśmy wszystkie groble w Zgnilym błocie co pozwoliło obejrzeć z bliska lisa oraz inne zwierzęta a także odkryliśmy nową drogę bez asfaltu do Łodzi ze Zgniłego Błota.

Fotki 2006 cz 3

tym razem nasze ulubione miejsce porannych spotkań na Lublinku.


Jest tam dziki tor motocrosowy w starej żwirowni. Jeździliśmy tam wielokrotnie z Pawłem i Michałem przed pracą. Zbiórka zwykle 0 7.00 i jeżdżenie do 8.40.

Tor jest super ma część płaską z ok 20 zakretami i pofałdowaną z podjazdami, zakrętami w pochyleniu i ostrymi zjazdami.
Ostatni przejazd odbyliśmy 15 grudnia!!

Fotki 2006 cz 2

W lipcu postanowiliśmy z Michałem i Pawłem objechać drugie piękne jezioro okolicy.

Okazało się że jest to wporzo wycieczka. Jeździliśmy głównie po polnych, leśnych i szutrowych drogach a po sutym obiedzie w zamku (znanym starym wyjadaczom AMG.net z imprezy gwiazdkowej) wylądowaliśmy w kopalni białego piasku w której zdałem sobie sprawę że lekki motor jest niezbędny do dalszego rozwoju...
Najfajniejszy terenowo był zrujnowany asfalt na polnej drodze po którym próbował przejechać Paweł a my z Boszulem wybraliśmy droge po rżysku obok.

Monday, March 5, 2007

Fotki 2006 cz 1

Tu sa fotki z lipcowych wyjazdów Michała ze mną na park wzniesień łódzkich oraz dookoła Jeziorska.

Szczególnie druga wyprawa dała się nam we znaki bo po zetknięciu trampka z ziemią okazało się że Michał stracił klamkę od sprzęgła. Pomogli nam wspaniali tubylcy którzy odżałowali klamkę od motorynki o założyli ją do Hondziawy. Potym mogliśmy dawać wokół jeziora. Była i wspólna kąpiel w Jeziorsku, i próby zmuszenia naszych 200 kilowych motorków do jeżdżenia po piachu aż wreszcie romantyczny zachód słońca pośród tysięcy komarów.

Wednesday, February 28, 2007

Po co ten blog

Tworzymy ten blog aby wszyscy którzy robią coś fajnego (ze szczególnym uwzględnieniem jeżdżenia na motorku) w amg.net mogli tu wrzucać swoje wypociny a także dzielić się z innymi swoimi archiwami zdjęciowo filmowymi.